Do zapamiętania!



Po pierwsze- nie zawsze mam rację. A już na pewno nie zawsze powinnam uważać, że mam rację.

„Nie wiem, czy jest sens żebym Ci coś mówił, bo sama widzisz co chcesz.” Dlatego spojrzałam inaczej i rozliczyłam się z rokiem poprzednim. Z samą sobą. I o człowieku, co ja zobaczyłam! Że nie zawsze miałam rację. Że inni mają takie same podstawy do narzekania na mnie, jak ja na nich. I że wszystkie momenty mojej irytacji przesłoniły mi chwile, których nie zauważyłam. Zawaliłam trochę spraw. Relacji. Teraz widzę swoją winę tam, gdzie kiedyś tylko prawo do oczekiwań.

Po drugie- mam dług do spłacenia wobec świata.

Gdy usłyszałam „nie ma sprawy, przecież trzeba sobie pomagać, prawda?”- jej zupełnie nieświadome, lecz bezwarunkowe ‘prawda’ poruszyło we mnie kilka zaległych kwestii. Przypomniało, że aby zrealizować 10 najlepszych dni w roku potrzebowałam pomocy od ludzi. I oni zjawili się jako obcy, bezinteresowni, życzliwi i zupełnie niespodziewani. Nie raz spotkała mnie fala instrumentalnego traktowania, jasne. Ale również nie raz i nie dwa bezinteresowna pomoc.

Po trzecie- Główną cechą dylematów jest to, że nigdy nie wiadomo czy druga opcja nie byłaby lepsza.

„Jest się takim, jak myślą o nas ludzie. Jest się takim, jak miejsce w którym się jest”, choć druga część życiowego motta nie zawsze jest niepodważalna.
Frustracja, gdy nagle okazało się, że męczy mnie miejsce do którego przynależę.
- to miasto mnie uspokaja- powiedziałam.
- chyba nudzi, jak mnie- odpowiedział.
Nudzi, ale uspokaja. Lepiej dla mnie. Miejsca są wyniszczające, choć nie zawsze i nie tylko wątrobę.

Po czwarte- mogę coś z tym zrobić, a przynajmniej spróbować. A z tym czego nie mogę - ‘Ty się tym zajmij’.



Dobrze, że sobie o tym wszystkim (powyższym) przypomniałam.

by marownia | 2012-02-07 19:01:11 | skomentuj! (1)


strona główna


blog.pl